wtorek, 24 września 2013

50 przypadkowych faktów o mnie :)

Hej.

Znowu dawno mnie nie było. Dzisiaj wracam z listą 50 faktów o mnie. Piszę tego posta w sumie przede wszystkim z ciekawości czy będę w stanie zebrać 50 ciekawostek z mojego życia, którymi bez problemu mogę podzielić się ze światem haha ;)
Zaczynajmy!

1. Jestem uzależniona od kawy. Mogę ją pić litrami i już jakiś czas temu przestała na mnie działać.. 
2. Jestem typową sową - gdy tylko na dworze się ściemnia ja budzę się do życia :) Mogę wtedy robić wszystko. Większość dni najchętniej bym przespała.
3. Uwielbiam cynamon - zarówno jego smak i zapach. Szczególnie jesienią i zimą.
4. Rano muszę wziąć prysznic żeby zacząć w miarę normalnie funkcjonować.
5. Zdecydowanie zbyt wiele czasu spędzam przed komputerem.
6. Moje ulubione kwiaty to storczyki i tulipany.
7. Oglądam za dużo seriali. Dużo za dużo :P
8. Nie jestem w stanie podać tytułu swojej ulubionej książki lub..
9. ...filmu. Za dużo tego.
10. Moje ulubione kolory to biały, szary i czarny.
11. Kolor moich oczu zmienia się w zależności od pogody/światła lub czasami makijażu. W pogodne, słoneczne dni są niebieskie. Jednak gdy tylko na dworze zrobi się pochmurno są szare.
12. Jednym z moich największych marzeń są podróże. Chciałabym przede wszystkim zobaczyć Australię, Kenię oraz Japonię.
13. Nie jem mięsa.
14. Uwielbiam nabiał. Zabierzcie mi mleko i sery, a zrobicie ze mnie nieszczęśliwego człowieka.
15. Lubię porządek, ale...
16. ... nie lubię sprzątać. 
17. Moje ulubione buty to trampki, baleriny i Emu.
18. Przez wiele lat prowadziłam Dziennik.
19. Pierwszy raz poszłam na wagary w 6tej klasie szkoły podstawowej.
20. Poza kawą najczęściej w ciągu dnia piję wodę oraz zieloną herbatę.
21. Kiedy jestem zdenerwowana/zła bardzo dużo przeklinam, sama do siebie...
22. ... zdarza mi się też tupnąć nogą.
23. Do 7go roku życia nie jadłam słodyczy.
24. Kilka lat temu często zmieniałam kolor włosów. W pewnym momencie na mojej głowie gościł nawet fiolet.
25. Od roku jednak moje włosy są w 100% naturalne. 
26. Jestem zmarzluchem. Rzadko kiedy mam ciepłe dłonie oraz stopy.
27. W zimę śpię pod kołdrą i kocem. I jestem przykryta po same uszy ;)
28. Ostatnio najczęściej słuchanym przeze mnie radiem jest Eska Rock.
29. Lunatykuję.
30. Uwielbiam zapach nowych książek.
31. Moją ulubioną poetką jest Halina Poświatowska.
32. W swoim życiu przeczytałam jeden romans i stwierdziłam, że nigdy więcej.
33. Nie jestem też fanką komedii romantycznych.
34. Tylko raz byłam nad polskim morzem. Na Zielonej Szkole.
35. Lubię chodzić po górach, w szczególności jesienią.
36. Nigdy nie miałam złamanej żadnej kości.
37. Pomimo, że skończyłam technikum gastronomiczne to nie lubię gotować.
38. Za to z miłą chęcią piekę przeróżne ciasta :)
39. Mam starszą siostrę.
40. Nie czytam horoskopów ani nigdy nie byłam u wróżki. Po prostu nie wierzę w takie rzeczy.
41. Kocham zwierzaki. W szczególności psy. Miłością bezgraniczną darzę dobermany i owczarki niemieckie.
42. Lubię oglądać bajki. Bardzo.
43. Chciałabym skoczyć na bungee lub ze spadochronem.
44. Pomimo, że umiem pływać wszystkie głębsze zbiorniki wodne, w których miałabym się znaleźć wywołują u mnie przerażenie.
45. Nigdy nie lubiłam chodzić do szkoły. Nie tęsknie za nią i za nic nie chciałabym powrócić w jej mury.
46. Za każdym razem jak oglądam film/serial o zombie nie mogę przestać się śmiać.
47. Lubię mitologię grecką i...
48. ... gdybym miała wybrać epokę, w którą chciałabym się przenieść zdecydowanie byłby to antyk.
49. Nie potrafię "strzelać focha" dłuższego niż pół godziny.
50. Najczęściej czytanym przeze mnie magazynem jest National Geographic.

To tyle. Nie było to wcale takie łatwe :) Chociaż jak tak teraz myślę to znalazłoby się jeszcze kilka ciekawostek ;)

Pozdrawiam cieplutko!
A.






piątek, 26 lipca 2013

Recenzja: Lioele - Triple Solution BB Cream SPF30 PA++

Hej.

Dzisiaj recenzja kolejnego kremu BB firmy Lioele, czyli Triple Solution. 


Krem ma zawierać kwas hialuronowy i jogurt, nawilżać i dostarczać skórze składniki odżywcze. Jego głównym zadaniem jest rozjaśnienie skóry i zapobieganie zmarszczkom.
Ważny jest 12 miesięcy od momentu otwarcia.

Szybko dopasowuje się do koloru cery, mocno kryje, trzyma się praktycznie cały dzień.
Wyrównuje koloryt - tylko do bardzo dużych zmian czy blizn potrzebny będzie dodatkowo korektor. 
Posiada SPF 30 PA++ więc nie czuję potrzeby nakładania dodatkowych filtrów nawet w słoneczne dni (chyba, że wybierałabym się na plaże w celu opalenia mojej skóry). 
Ma wygodną pompkę, która pozwala nabrać nam odpowiednią ilość produktu i mamy pewność, że żadne bakterie nie dostaną się do kosmetyku.
Jeżeli o minusy chodzi to w moim przypadku trochę za bardzo matowi i ściąga skórę. Spowodowane jest to chyba po prostu tym, że skóra mojej twarzy jest bardzo sucha i wrażliwa.
Ogólnie polecam każdemu kto od kremu BB oczekuje mocnego krycia i matowienia. 


Cena: 112zł/50 ml





Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego weekendu! :)
A.


poniedziałek, 22 lipca 2013

Recenzja: Lioele - Dollish Veil Vita BB

Jak obicałam tak robię - recenzja pierwszego z pięciu kremów BB jakimi dysponuję :) Na pierwszy ogień postanowiłam wziąć Lioele - Dollish Veil Vita BB, który muszę się Wam przyznać jest moim ulubieńcem. Posiadam go w odcieniu Natural Green - Natural Beige


Krem ma bardzo przyjemną, lekką konsystencję oraz zapach. Bardzo dobrze nakłada się go palcami jednak trzeba uważać aby nie przesadzić. Zbyt duża ilość da nam nieprzyjemny efekt maski. Nakładamy go cieniutkimi warstwami (w moim przypadku wystarczy jedna), więc jest wydajny (nie jestem w stanie powiedzieć ile dokładnie używam mojego, ale z dobre cztery miesiące i nie zapowiada się aby szybko się skończył). Minusem jest tutaj opakowanie, które uniemożliwia nam zobaczenie ile produktu zostało.
Krem koryguje zaczerwienienia / żółte przebarwienia i zasinienia oraz kryje niedoskonałości i wyrównuje koloryt. Posiada SPF 25 PA++, więc w pochmurne dni nie czuję potrzeby nakładania dodatkowych filtrów. 
Ma wygodną pompkę ułatwiającą nabranie odpowiedniej ilości produktu oraz gwarantującą, że do środka nie dostanie się powietrze oraz zanieczyszczenia. 
Jest koloru jasnozielonego, który dopasowuje się do koloru skóry. Jeżeli chodzi o trwałość to w żadnej sytuacji nie miałam mu nic do zarzucenia. Po przypudrowaniu twarzy zmywam go podczas demakijażu. Wytrzyma imprezę, upały, a nawet lekki deszcz. 
Ogólnie mogę go tylko bardzo serdecznie polecić!

Cena: 79zł / 30ml





Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego!
A.




środa, 27 marca 2013

Przerób to sam - stare spodnie.

Cześć.

Dzisiaj pomysł na odnowienie starych spodni. Zbliża się lato (miejmy nadzieję ;)), więc i czas na krótkie spodenki. Wystarczy chwila i ostre nożyczki aby stworzyć coś nowego z czegoś starego ;)


Spodnie przymierzamy i zaznaczamy miejsce, w którym je skrócimy.

Następnie aby cięcie wyszło w miarę prosto rysujemy linię.


Mierzymy centymetrem długość naszych przyszłych spodenek aby z drugiej strony uciąć tyle samo materiału i ciachamy ;)

W tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie zrobiłam zdjęcia podczas ucinania pierwszej nogawki :/  Dla upewnienia się, że wszystko wyjdzie tak jak powinno spodnie składamy i odcinamy drugą nogawkę.


Teraz spodenki należy podwinąć. Niestety nie posiadam maszyny do szycia, więc musiałam sobie radzić innymi sposobami. Przyszyłam podwinięte spodenki na szwach.


Teraz na najwyższej możliwej temperaturze prasujemy podwinięte końce (podejrzewam, że trzeba tak będzie robić po każdym praniu).

Na koniec dodałam jeszcze po dwa guziki z obu stron - żeby nie było nudno ;)

Tak prezentują się gotowe spodenki na moich nogach :)


Łącznie z robieniem zdjęć zajęło mi to około pół godziny.
Pozdrawiam Was cieplutko!
A.

wtorek, 26 marca 2013

Inny niż zwykle.

Hej.

Dzisiaj coś z zupełnie innej beczki. Jestem osobą szczerą, więc po prostu od razu powiem, że nie chce mi się pisać super długiego posta. Wcinam niemieckie słodycze (które zdecydowanie uwielbiam) i szukam jakiegoś niewymagającego myślenia filmu. Zazwyczaj unikam takich jak ognia, ale co mi tam! Czasami można zaszaleć ;)

Na tym kończę nic nie wnoszącego posta i wrzucam moje zdjęcie aby ten kto mnie nie zna mógł zobaczyć jak wygląda moja mordka ;)

Kolorowych Wam życzę! :)
A.




poniedziałek, 25 marca 2013

Pielęgnacja skórzanych butów.

Hej.

Kupno skórzanych butów to dla wielu osób poważny wydatek i inwestycja na lata. Warto więc zaopatrzyć się w kilka rzeczy, które sprawią, że przy odpowiedniej pielęgnacji nasze buty będą w świetnej kondycji przez wiele sezonów. Dzisiaj właśnie czyściłam swoje kozaki oraz Emu i pomyślałam, że pokażę Wam jakich preparatów używam aby zawsze były piękne ;)
Wiem, że istnieje spora liczba osób, które w tym momencie by mnie potępiły za kupowanie rzeczy wykonanych ze skóry. Rozumiem ten punkt widzenia i liczę się z możliwością krytyki, do której macie pełne prawo. Pragnę jednak przypomnieć, że z ekologicznego punktu widzenia to właśnie naturalna skóra jest przyjazna naszej planecie, rozkłada się nie zanieczyszczając środowiska w przeciwieństwie do skóry syntetycznej. Poza tym zwykły zjadacz chleba kupuje takie obuwie raz na kilka lat. Chciałabym tutaj również wspomnieć o podróbkach butów Emu czy UGG - noszenie tych sztucznych podróbek jakich pełno obecnie na półkach sklepowych może prowadzić do poważnych konsekwencji takich jak stałe zniekształcenia stopy i/lub grzybica. Ale nie o tym miał być dzisiejszy post! Przejdę więc do konserwacji i czyszczenia skórzanego obuwia.

Moje buty staram się dokładnie czyścić przynajmniej raz w miesiącu. Wyczyszczenie dwóch par butów zajmuje mi około pół godziny. Myślę, że nie jest to jakoś super długo, a efekty są widoczne przez cały czas. Zaczynam oczywiście od pozbycia się kurzu i ewentualnych plam. Kozaki przecieram wilgotną szmatką, a Emu czyszczę szczoteczką do zamszu. Jeżeli są bardzo brudne do letniej wody dodaję trochę szamponu dla dzieci i delikatnie myję je pianą(!) naniesioną na szmatkę z mikrofibry. To ważne, że Emu nie wolno nam zamoczyć! Buty są wprawdzie wodoodporne, ale tylko do jakiegoś stopnia. Po takim zabiegu trzeba poczekać oczywiście aż wyschną. 

Zacznę może od Emu. W wyniku czyszczenia ich pianą szamponu dla dzieci moje buty straciły kolor, po prostu wyblakły. Jakiś czas temu zakupiłam więc specjalny renovator do odnowienia i odżywienia ich koloru. W ciągu zimy użyłam go dwukrotnie i jestem bardzo zadowolona z efektu. Jest to specjalna farbka, więc trzeba wybrać odpowiedni kolor do naszego obuwia. Mój to średni brąz. Zalecam przy jego użyciu założenie rękawiczek ochronnych i wyjście na dwór. Zapach nie jest przyjemny i może narobić w naszym organizmie sporo zamieszania. Końcowy efekt jest na prawdę świetny, byłam bardzo przyjemnie zaskoczona. Po wyschnięciu preparatu buty należy "wyczesać" szczoteczką do zamszu. Kupiłam go w lokalnym sklepie obuwniczym - 200ml/18zł.



Następnie aby ochronić moje buty przed przenikaniem wilgoci, zabrudzeniami oraz tłustymi plamami spryskuję je specjalnym protectorem. Wiem, że zarówno Emu jak i Ugg mają w sprzedaży "swoje" preparaty impregnujące i są one bardzo drogie. 
Ten, który ja posiadam sprawdza się bardzo dobrze i nie czuje potrzeby zmieniania go na inny.
Kupiłam go w lokalnym sklepie obuwnicznym. 400ml/19.99zł. 


Po wyschnięciu buty prezentują się świetnie i wiem, że będą tak wyglądały przynajmniej przez 2-3 tygodnie ;)


Jeżeli chodzi o kozaki to po przetarcu ich wilgotną szmatką sięgam po pastę do butów w płynie. Dzięki wygodnej gąbce łatwo i równomiernie można rozprowadzić preparat. Robię to dwukrotnie za każdym razem czekając aż pasa wsiąknie w but.


Następnie trzeba odzyskać delikatny połysk butów. W tym celu sięgam po stare rajstopy czy podkolanówki. Są idealną polerką do obuwia. 


I to tyle! Tak właśnie wyglądają moje buty po czyszczeniu. Oczywiście są na nich widoczne ślady użytkowania, ale myślę, że prezentują się bardzo dobrze. Chodzę w nich praktycznie non-stop. W mroźne i suche dni zawsze zakładam Emu, po kozaki sięgam gdy zaczynają się roztopy czy dzień jest deszczowy/wilgotny. Podejrzewam, że zarówno jedne jak i drugie będą mi służyły jeszcze przez długi czas.



Pozdrawiam Was cieplutko!
A.

niedziela, 24 marca 2013

Termin ważności kosmetyków.

Cześć.

Dzisiaj przychodzę do Was z postem na temat długości życia naszych kosmetyków. To tak samo jak z mlekiem - w zamkniętym fabrycznie kartonie ważne jest np. przez miesiąc po trafieniu na sklepowe półki; jednak po otwarciu należy go spożyć w ciągu 48 godzin.
Kosmetyki mają więc dwa terminy ważności na opakowaniu. Jeden jest ogólny, drugi informuje nas w jakim czasie musimy produkt zużyć. Dlatego robiąc zakupy lubię szukać opakowań, które posiadają zabezpieczającą folię, jeśli jej nie ma to zazwyczaj wybieram kosmetyk, który postawiony jest w głębi półki aby zmniejszyć ryzyko, że ktoś go przede mną już otworzył.
Zazwyczaj taka informacja jest podana w lub nad słoiczkiem gdzieś w dolnym rogu naszego kosmetyku. Czasami może również pojawić się na kartoniku, w który produkt był zapakowany. Literka M oznacza liczbę miesięcy. Poniżej kilka przykładów (po kliknięciu w zdjęcie powiększy się):

Żel do mycia twarzy (Nivea, Cremige Wash-Emulsion)

Tusz do rzęs (Urban Decay, Skyscraper multi-benefit mascara)

Lakier do paznokci (Essie w kolorze Bangle Jangle - dzisiaj gości na moich paznokciach ;))

Krem BB (Lioele, Beyond the Solution)

Masło do ciała (The Body Shop)

Wodoodporny Eyeliner (e.l.f.)

I przykład informacji umieszczonej na kartoniku po tuszu do rzęs UD (jedyny, którego nie wyrzuciłam :P)

Jak widzicie daty ważności naszych kosmetyków są różne i warto je sprawdzać. Przeterminowany produkt może nam bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Pozdrawiam Was cieplutko i do następnego!
A.

sobota, 23 marca 2013

Przenieśmy się w czasie - Beamish Museum.

Hej.

Dzisiaj post, który powinien być napisany już dawno temu, czyli o Beamish Museum.

Beamish Museum mieści się w północnej Anglii i zdecydowanie jest najbardziej niezwykłym muzeum w jakim kiedykolwiek byłam. Przenosimy się w czasie do XIX/XX wieku - dosłownie. Możemy przejechać się tramwajem z tamtych lat, spróbować wypiekanego chleba, zobaczyć dokładnie jak wyglądało życie ludzi w tym okresie, a pan ubrany w strój z epoki opowie nam jak funkcjonowały gabinety stomatologiczne czy szkoła. Po prostu coś niesamowitego. 
Muszę się Wam przyznać, że ciężko mi to wszystko opisać - trzeba tam po prostu być, zobaczyć, dotknąć... Zwiedzamy miasto, gdzie w sklepach można kupić różne przysmaki wyprodukowane dokładnie tak samo jak w XIX wieku, odwiedzamy farmę, stację kolejową czy kopalnie. 
Teren Beamish Museum jest ogromny, na jego zwiedzenie trzeba przeznaczyć cały dzień. I zdecydowanie warto to zrobić! 
Jeżeli będziecie mieli kiedyś okazję być w północnej Anglii to gorąco zachęcam do odwiedzenia tego niezwykłego miejsca, zapamiętacie tą wycieczkę do końca życia.
Tymczasem wrzucam kilka zdjęć wykonanych przeze mnie we wrześniu 2012 i zapraszam na stronę Beamish Museum *klik* 
















Pozdrawiam! :)
A.